Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 listopada 2023

Rzeczpospolita AD 2023 i wiatr od Dzikich Pól wiejący

 Rok 2023 ma się ku końcowi i za chwilę zaczną się jego podsumowania.

Bez wątpienia był to rok ważny. Ale umówmy się... Nie ma lat nieważnych. Mogą być tylko lata stracone.

Mnie ten rok 2023 przypomniał o tym, że nasza historia nie zaczyna się w 1989 roku ani w 1918. Jest kontynuacją całego tysiąca lat tradycji oraz doświadczeń wielu pokoleń ludzi utożsamiających się z Polską i polskością.

Tak jak za tej Pierwszej przy okazji elekcji ożywają spory.

Czy być konserwatystą? Czy szybciej przyswajać zachodnie wzorce?

Czy nasze stronnictwa polityczne aby nie reprezentują czasem interesów obcych mocarstw?

A jeden z "mocnych kandydatów" do roli przywódcy jest notorycznie posądzany o to, że stanowi opcję proniemiecką.

Ech... Lata mijają a niektórym nadal ciężko jest się pogodzić z tym, że Rzeczpospolita może być dla wszystkich a nie tylko dla wybranych.

Nadal niektórym się wydaje, że ich głos powinien być ważniejszy od głosu ludu.

Co gorsza nad dyskusją polityczną w naszym kraju nadal zalega cień targowickiej zdrady. Tylko Moskwę zastępuje w tym sporze dziś Bruksela lub Berlin.

Mamy rok 2023, a jak przed wiekami patrzymy z niepokojem w stronę Dzikich Pól.

Patrzymy z niepokojem, bo trwa tam wojna, która może zbliżyć się do granic Korony. Kozacy znów biją się z dzikimi hordami. Tylko hordy te wysyła Moskwa, a nie Turczyn.

Świat się zmienił, ale historia i tak potrafi zatoczyć koło.

poniedziałek, 20 marca 2023

Dlaczego warto zainteresować się genealogią i kreślić drzewo rodowe?

Genealogią warto zainteresować się z wielu powodów.

Po pierwsze... Jest zajęcie, które dla osób ciekawych i chcących poznać historię swojej rodziny może być czymś naprawdę pasjonującym. Tylu informacji o pochodzeniu rodziny i nazwiska nikt inny nam nie dostarczy.

Czytanie metryk i kreślenie drzewa wciąga jak blogowanie... Tak, te zapisy w księgach będą dla pasjonata jak blog historyczno-obyczajowy pisany przez życie i plebanów w rodzinnych parafiach. 

Można sięgać do wielu dokumentów... Nawet w gazetach z epoki będą informacje o naszych przodkach. A to już lektura ciekawsza niż pomponik czy inny plotek.

Z metryk można dowiedzieć się naprawdę wiele. Nawet czasem więcej niż chcieliby uczestnicy opisywanych w tych aktach zdarzeń. Czasem o rzeczach, które miały na zawsze pozostać tajemnicą... alkowy. :)

Zapisy w metrykach mogą wyprostować nasze pojmowanie świata i relacji społecznych. Jest w nich naprawdę dożo informacji o tym jak żyli nasi przodkowie i jaki był ich status społeczny. Oraz, że nic nie jest stałe na tym świecie. Bo naprawdę wiele może się zmienić na przestrzeni wieków.

Nazwisko kończące się na -ski wcale nie musi oznaczać szlacheckiego pochodzenia.

A to, że czyiś przodkowie w XIX wieku mieszkali w mieście np. Łodzi nie oznacza, że rodzina jest mieszczańska.

Taka wiedza o własnych przodkach zdecydowanie przydałaby się polityczno-obyczajowym celebrytom, którzy czasem rzucają tekstami o tym, że za pewne zjawiska odpowiadają np. potomkowie chłopów.

Gdyby tacy celebryci mieli w sobie odrobinę pokory i wiedzy o własnym rodowodzie to moim zdaniem nie byliby aż tak skorzy do  segregacji ludzi ze względu na pochodzenie.

Bo jako naród (lub jak kto woli społeczeństwo) to wszyscy jesteśmy uformowani w wielkim tyglu procesów społeczno-historycznych. Dziedzicami tego wszystkiego co nam zostawili nasi przodkowie. Tradycji ludowej i dworskiej... A także tej, która pochodzi z innych kultur oraz narodów, które żyły wśród nas i obok nas. 

piątek, 10 marca 2023

Tu mam ciocię, tam mam wuja... Wnioski z przeglądania drzewa genealogicznego

Przeglądanie starych metryk, ksiąg parafialnych i zapisów archiwalnych daje dużo do myślenia i to nie tylko o tym gdzie jest to nasze miejsce w sztafecie pokoleń.

Dla mnie okazało się, że zapis w takich dokumentach jest dla ostatnich 200 lat bardzo bogaty i co najważniejsze... W miarę ciągły.

Pierwszy zapis pochodzi z 1816 i odnosi się do zawartego w tym roku związku małżeńskiego pary wdowców - Jana i Marianny. Ale w zapisie tym są też dane o ich rodzicach.

Niewiele wiadomo o tym z kim wcześniej byli związani. I czy wcześniej mieli dzieci z innych związków.

Ich jedyny syn Mikołaj jest moim bezpośrednim przodkiem. Takim pra_pra_pra_dziadkiem.

Ale jak się okazuje potomków Mikołaja było całkiem sporo... I może stąd to dziwne uczucie gdy okazuje się, że w tak wielu miejscach mam osoby, o których dowiaduję się, że są ze mną spokrewnione.

Aż dziw, że mam tak dużo cioć i wujków, w tylu miejscowościach na pograniczu dzisiejszych województw: świętokrzyskiego i małopolskiego.

Co więcej nawet tam gdzie się nie spodziewałem i wśród ludzi, o których bym nie przypuszczał.

Ale spostrzeżeń jest więcej.

Jak już napisałem zapis jest w miarę ciągły.

Akty powstałe po roku 1815 są zadziwiająco obszerne i zawierają dużo szczegółów. Szczególnie te z obszaru, który był włączony do powstałego w 1815 roku Królestwa Polskiego (Kongresowego). 

Z treści można się dowiedzieć nie tylko kto się urodził, kto zmarł, kto i z kim zawarł związek małżeński. Są tez informacje o rodzicach głównych uczestników zdarzenia, o ich wieku, a także o... ich statusie społecznym.

Księgi parafialne które przeglądam (od początku XIX w do lat okresu międzywojennego) mają ustaloną formę i są właściwie podstawowym dla tego czasu dokumentem urzędu pełniącego funkcję dzisiejszego USC. Taka była rola związków wyznaniowych i proboszczów.

W moich rodzinnych stronach w pewnym czasie proboszczowie katolickich parafii z urzędu odnotowywali także narodziny dzieci w rodzinach niekatolickich i niechrześcijańskich (głównie żydowskich). 

W zapisie jest 15 letnia luka... Brak ksiąg z lat 1860-1874... Czyżby miało to związek z represjami po Powstaniu Styczniowym?

Zachowane zapisy z lat od 1875 do 1915  były sporządzane w narzuconym przez carski reżim języku rosyjskim.

Zapisy takie czyta się często z wielkim trudem... Bo i ich pisanie proboszczom nie znającym biegle tego języka musiało z trudem przychodzić.

Na szczęście imiona i nazwiska nie są na siłę rusyfikowane. Nadal są polskie tylko czasem zniekształcone przy próbie zapisania z użyciem rosyjskiego alfabetu.

Ale czytanie tych dokumentów wymaga znajomości języka rosyjskiego i cierpliwości w odczytywaniu gryzmołów.

Wymaga też świadomości, że rosyjski okupant próbował narzucić nie tylko język ale i archaiczny kalendarz juliański. Na szczęście polscy proboszczowie pilnowali aby w metrykach znajdował się także zapis o dacie z właściwego dla naszej kultury kalendarza.

Aby przebrnąć przez taką lekturę trzeba jednak robić sobie notatki i kreślić drzewo zależności (drzewo genealogiczne).

Na szczęście są do tego pomocne narzędzia. Takie jak np. darmowy,dostępny na wiele systemów (Windows, Linux) program Gramps.


Ps

Polecam samodzielne poszukiwania bez wspomagania serwisami typu MyHeritage...

Jak zbierać dane to na własny użytek. 


Galeria:

Zapis w księdze urodzeń parafii rzymskokatolickiej z 1820 r. Ten dotyczy dziecka wyznania mojżeszowego. 


sobota, 11 lutego 2023

Bazylika w Saint-Denis - perła w sercu złych obrzeży Paryża

Północne obrzeża Paryża nie mają dobrej opinii. A do Saint-Denis przywarła wręcz łatka miejsca, od którego lepiej trzymać się z daleka. Miejsca, w którym stracić można nie tylko portfel.

Ale poza złą sławą "patologicznego przedmieścia" jest w Saint-Denis coś, co kusi turystę i wręcz zmusza do przełamania obaw. 

Dla osobistego spotkania z pięknem i majestatem pierwszej w świecie gotyckiej bazyliki warto postąpić wbrew temu, co zalecają internetowe poradniki.

Bazylika w Saint-Denis

Warto nawet jeśli wysiadając na stacji metra o nazwie Basilique de Saint-Denis nadal masz wrażenie, że pomyliłeś miejsce i trafiłeś w sam środek dystopicznej wersji jakiegoś świata równoległego.

Metro paryskie nie powala urodą i stacja Basilique de Saint-Denis nie jest jakoś szczególnie brzydka. Ale to, co zobaczymy po wyjściu na powierzchnię, sprawia, że zwątpimy w sens zapuszczania się w te rewiry. Nas wyprowadziło w sam środek wielkiego i koszmarnie brzydkiego centrum handlowego. Takiego połączenia arabskiego bazaru z betonowymi konstrukcjami rodem z sowieckiego poligonu czołgowego. Betonowy brutalizm i smród tak intensywny, że człowiek dziękuje za to, że trafił tu w lutym, a nie w środku lata.

Bazylika w Saint-Denis i fragment betonowej ściany centrum handlowego

Co gorsza nie ma wyraźnie oznaczonego dojścia do bazyliki... Wygląda to tak, jakby ktoś chciał celowo ukryć tę perłę gotyku przed turystami lub poszukiwaczami dawnych dziejów Francji.

Ale jak już trafimy na plac przed bazyliką to z wrażenia nogi same uginają się aby uklęknąć.


Tylko ten płot pod pozostałością północnej wieży i metalowe przypory przypominają, że patrzymy na obiekt bardzo poraniony przez ludzi i historię.

Wieża północna jest ponoć odbudowywana, ale ja nie jestem w stanie tego potwierdzić. Widać tylko ogrodzenia i metalowe wsporniki.

Wieża została częściowo rozebrana w 1846 roku po tym jak została uszkodzona uderzeniem pioruna.

Ale to nie jedyna rana na tym symbolu dziejów Kościoła we Francji.

Bo trzeba wiedzieć, że Bazylika w Saint-Denis to nie tylko pierwszy w świecie przykład gotyku. Przede wszystkim to miejsce szczególne w historii Francji. To nekropolia królów. I pod tym względem my Polacy możemy ją porównywać tylko do Katedry na Wawelu. 

I może dlatego jest nam trudno zrozumieć, jak to możliwe, że w pobliżu tej świątyni powstało tak koszmarnie brzydkie centrum handlowe.

Tak jak nie jestem w stanie pojąć tego, co kierowało motłochem oraz przywódcami francuskiej rewolucji, którzy w 1793 roku zdewastowali oraz sprofanowali to miejsce. Bo niszczenie piękna i profanacja sacrum nie mieści się w moim kanonie zachowań normalnych.

Ale jak widać Bazylika przetrwała celowe niszczenie, profanację królewskich grobów i grabież wszystkiego, z czego dało się pozyskać klejnoty i kruszce. 


I miejmy nadzieję, że przetrwa także nasze czasy... Na chwałę Bogu oraz ludziom dla spotkania z tym co święte i piękne.




Ps

Jeżeli ktoś się wybiera do bazyliki w Saint-Denis na niedzielną mszę, to lepiej wcześniej sprawdzić, w jakich godzinach są msze. Bo z tego, co zapamiętałem, to w dzień świąteczny są tylko trzy. Dwie przed południem i jedna o około 18ej.

Mnie się udało ledwo zdążyć na mszę o 10:00.

I dla tej mszy też warto było się tu wybrać. Bazylika w Saint-Denis warta jest mszy może nawet bardziej niż Paryż. Nawet jeśli jesteś wśród zgromadzonych w kościele wiernych jedynym Polakiem, a twój kolor skóry wyróżnia cię bardziej niż język, którym szepczesz słowa modlitwy. 

poniedziałek, 9 sierpnia 2021

Wycieczka do Biskupina i refleksja nad nauką wykorzystywaną do manipulacji

 W lipcu dostałem szansę aby razem z rodziną wybrać się na zwiedzanie Muzeum Archeologicznego w Biskupinie. 



Muzeum było czynne i można je było zwiedzać realnie, a nie wirtualnie. Co w czasach pandemicznej mody na zamykanie wszystkiego (nawet obiektów na otwartej przestrzeni) wydaje się już dużym odpuszczeniem w rygorach.

Ale nie o pandemii chcę tu pisać.

Zwiedzenie tego muzeum mogę szczerze polecić każdemu. Bo każdy znajdzie tu dla siebie coś ciekawego. Czego dowodem może być fakt, że nawet moje córki (obie) zwiedzały ten obiekt z dużym zainteresowaniem. A znalezienie atrakcji, która nie nudzi nastolatka/nastolatki to już jest nie lada wyczyn.

Zarządowi Muzeum Archeologicznego w Biskupinie można pogratulować sprawnego działania oraz dobrych pomysłów na prowadzenie powierzonego mu skarbu. Bo jego zwiedzanie to aktywna lekcja i żywy kontakt z historią oraz prehistorią.

To co mnie zaszokowało (pozytywnie) to fakt, że osobami pracującymi na terenie tego archeologicznego rezerwatu można swobodnie rozmawiać. Nie ma tu nudnych wykładów... Jest natomiast szansa na swobodną dyskusję oraz zadawanie pytań np. dotyczących tego kim byli pierwotni mieszkańcy Biskupina i jak żyli.

To bardzo ciekawy ale i drażliwy temat, do którego należy podchodzić z dużą dozą ostrożności.

Badania nad osadą w Biskupinie były już wykorzystywane do wysuwania różnych karkołomnych tez na temat przynależności etnicznej pierwotnych mieszkańców tego grodu. I tak miał to być dla jednych dowód na obecność na tych ziemiach ludów germańskich... Bo dla "naukowców" ogarniętych ideologią germańskiego nadczłowieka wszelkie przejawy wyższej kultury musiały być tego dowodem. Musiały i już...

Niestety w dobie udowadniania odwiecznych praw Polski do ziem między Odrą a Bugiem też sporo ponaciągano w celu wykazania prasłowiańskości tych obszarów.

Cóż... Można było naciągać bo o tym jakim językiem posługiwali się pierwotni mieszkańcy Biskupina nie wiemy właściwie nic. Więc wszystkie tezy o germańskości lub słowiańskości są jak na razie patykiem na wodzie pisane. A wiara w to, że dowód znajdzie się w badaniach DNA imo jest też mocno przewartościowana. 

Ale to nie koniec...

Bardzo zaciekawiły mnie informacje na temat prawdopodobnych przyczyn upadku osady w Biskupinie.

Otóż obecnie mocno lansowaną teorią jest pogląd mówiący o tym, że gdzieś tak około 550 r p.n.e "w wyniku zmian klimatycznych" doszło do podniesienia poziomu wody w jeziorze.

I tu moja szczęka chyba znalazła się gdzieś w pobliżu klepiska biskupińskiej chaty.

Tak... Teoria gwałtownych zmian klimatycznych jest dobra na wszystko. I co najważniejsze.... Można ją stosować dowolnie i w odniesieniu do każdego wybranego odcinka naszej historii. Także tej sprzed epoki przemysłowej. Bo pierwotna osada w Biskupinie powstała w czasach gdy gęstość zaludnienia w Europie była niska, a znaczne obszary kontynentu porastały jeszcze pierwotne lasy, w których żaden Szyszko nie prowadził gospodarki leśnej. 

Bo mogło się zdarzyć, że mieszkańcy takiej osady wytrzebili okoliczne lasy, wyjałowili okoliczne pola, może nawet zanieczyścili wodę w jeziorze. Ale ich gospodarka nie miała praktycznie żadnego wpływu na stan klimatu na całej planecie.

Cóż... Najwyraźniej taki mamy tu klimat, że czasem gwałtownie się zmienia i zaskakuje ludzi. Nawet naukowców.

poniedziałek, 26 lipca 2021

Dobry Pasterz z Siemiechowa

 Siemiechów to wieś położona w Małopolsce w gminie Gromnik na południe od Tarnowa. Turystycznie nie jest szczególnie znana i popularna. Jeśli ktoś tu się zatrzymuje to aby obejrzeć drewniany kościół pw. Matki Bożej Gromnicznej (XVI w) lub jeden z licznych w tym regionie cmentarzy wojennych.

Tych cmentarnych pozostałości po I Wojnie Światowej jest tu naprawdę sporo.

Cmentarz wojenny nr 183 w Siemiechowie

Ale podczas zwiedzania (tak to trzeba chyba nazwać) przeze mnie miejscowego cmentarza parafialnego moją uwagę przyciągnęły nie tylko kwatery żołnierzy poległych podczas I Wojny Światowej (Cmentarz nr 183).

W pobliżu mogił żołnierskich, pośród nowych nagrobków z kamienia lub lastrico, stoi wykonany z piaskowca pomnik zwieńczony figurą Chrystusa Dobrego Pasterza.


Jest to nagrobek miejscowego proboszcza ks. Bartłomieja Olesiaka. Jak można odczytać z trochę już zatartej tablicy ksiądz ten zmarł w listopadzie 1876 r.

Muszę przyznać, że figura z tego pomnika podziałała na moją wyobraźnię. Czas już trochę ją nadgryzł ale nadal jest tu dobrze widoczna postać młodego mężczyzny niosącego w charakterystyczny sposób owieczkę na swoim grzbiecie. I jeszcze ten kapelusz umieszczony na głowie pasterza...

Czy tak wyglądali pasterze z tych okolic?

A może postać ta przypomina młodego Żyda z pobliskiego Zakliczyna?


Cóż... Nie wiem na kim się wzorował miejscowy twórca ale jego dzieło jest pozostałością po świecie, który był zupełnie inny od naszego. 



czwartek, 22 lipca 2021

Las Kolanowski (Skarbowy) między Bochnią a Pogwizdowem

Gdzie się wybrać na krótki spacer z rodziną? 

Najbliżej mam do Puszczy Niepołomickiej ale tam wybierają się wszyscy.

Ja postanowiłem sprawdzić jak popularnym terenem są lasy położone między Bochnią a Pogwizdowem.

Teren niezbyt wymagający: brak dużych różnic wysokości, łatwo dostępny, w większości do pokonania po utwardzonych drogach. Idealne warunki dla spacerowiczów i początkujących rowerzystów.




Trasę wycieczki zaznaczyłem linią przerywaną. Jej pokonanie (2 osoby dorosłe z dzieckiem) zajęło nam około 2 godzin.

Pieszą część wycieczki rozpoczynamy i kończymy przy leśniczówce Łoś (koło łowickie) położonej przy drodze z Bochni do Pogwizdowa. Tu można zostawić samochód na parkingu, chociaż aktualnie dojazd był utrudniony z powodu robót drogowych.


Jak widać na powyższym obrazku wycieczka przez  Las Kolanowski (Skarbowy) przypomina trochę wyprawę do parku.


Idziemy szeroką alejką, a o tym, że nie jest to jednak miejski park świadczy brak ławeczek i latarni.


Szlak po którym się poruszamy jest znakowany ale ja i tak korzystam z turystycznej nawigacji GPS. Bo jakby to napisać... Tu właściwie nie można się zgubić. Ale ja szukam też śladów historii, które zachowały się w Lesie Kolanowskim, a mnie udało się je zlokalizować na mapach i wprowadzić ich współrzędne do urządzenia GPS.

Tak... Chce zobaczyć jak zachowały się i jak są widoczne w terenie wczesnośredniowieczne (?) kurhany oraz pozostałości po okopach z września 1939.

Kurhany odnajdujemy zadziwiająco łatwo. Są zlokalizowane bardzo blisko wyznaczonego szlaku i mimo gęstej roślinności są dosyć dobrze widoczne. Pomaga też tablica informacyjna.


Dostrzegasz, że te drzewa rosną na niewielkich kopcach (kurhanach)?



Tak wyglądała pierwsza grupa kurhanów napotkanych podczas tej wycieczki. I mówiąc szczerze to trochę się dziwie, że podobno odkryte zostały one całkiem niedawno  (podobno dopiero w 2014 r). 

Ale może uda mi się dotrzeć do jakiś wiarygodnych opisów tych kurhanów. I dowiem się kiedy mogły powstać i czy mają związek z podobnymi obiektami jakie znam z lasów koło Jawczyc. W końcu do Jawczyc z Bochni nie jest daleko.

Ze znalezieniem śladów po linii okopów z września 1939 było już trochę trudniej. Jednak czas zrobił swoje, a gęste zarośla skutecznie maskują to co na obrazie satelitarnym (LIDAR) wydaje się być tak wyraźne.


Musicie mi uwierzyć ale to co widać na powyższym zdjęciu to resztki wspomnianych umocnień wykopanych przez polskich żołnierzy we wrześniu 1939.


Tu też trzeba sporej wyobraźni aby dostrzec w tym zakrzaczonym fragmencie lasu ślad po okopach.

Ale między liniami okopów można dostrzec za to drugą grupę kurhanów.


Tu jednak długo nie da się zatrzymać... Las Kolanowski ma także swoich strażników. Ledwie się przestaniesz ruszać a w mig cię dopadną.

To setki, a może tysiące komarów lub jakiś meszek. Owadów drobnych ale bardzo złośliwych. Nie dość, że tną okrutnie to jeszcze próbują się wepchnąć do ust, nosa i oczu... Wszędzie gdzie czują wilgoć i słabo bronione miejsce na ciele.

Atmosferę grozy podkreślają głośne odgłosy strzałów karabinowych na pobliskiej strzelnicy. 

Uff...

Letnią wycieczkę do Lasu Kolanowskiego kończymy spoceni i pokąsani przez owady.

niedziela, 11 lipca 2021

Interpretacja obrazu satelitarnego i zdjęć lotniczych terenu przy cmentarzach w Jedwabnem

 Patrząc na dzisiejszy obraz na współczesne zdjęcia terenu wokół cmentarzy w miejscowości Jedwabne niewiele można dostrzec pozostałości po wojennej historii tego miejsca.


Jednak jeszcze na zdjęciach wykonanych w latach 50ych były widoczne ślady po niemieckich okopach z roku 1945 r.

Opis i zdjęcie okopów:

https://apcz.umk.pl/czasopisma/index.php/AZMDDP/article/download/20202/17417

Ale gdy z obrazu usuniemy roślinność i spojrzymy na cyfrowy model tego terenu to okazuje się, że ślady tych niemieckich umocnień z 1945 r są nadal widoczne.


Na kolejnym obrazie przebieg okopów zaznaczyłem linią w kolorze czarnym.


Co wynika z tych map?

Otóż wygląda na to, że wojenna historia tego miejsca jest bardziej skomplikowana niż by się wydawało.

Mamy tu nie tylko masową mogiłę pomordowanej ludności żydowskiej z 1941 r ale i ślady walk między wojskami niemieckimi i nacierającą armią sowiecką z 1945 r.

Na terenie kirkutu w pobliżu linii okopów są widoczne owalne zagłębienia, które można interpretować jako pozostałości lejów po wybuchu bomb lub pocisków. 

Ślady po okopach zachowały się na terenach, które po 1945 r nie były użytkowane rolniczo, czyli na terenie kirkutu oraz na nieużytku położonym na północ od cmentarza katolickiego w miejscowości Jedwabne.

Obecność umocnień i śladów walk z 1945 roku powoduje, że znaleziska łusek karabinowych mogą być tu dosyć częste i nie muszą wskazywać na to, że była to amunicja użyta do mordowania ludności żydowskiej w 1941 r.

Co więcej... Miejsce oznaczonej mogiły ofiar z 1941 r znajduje się dokładnie na przedłużeniu wspomnianej wcześniej linii umocnień (okopów), które powstały latem 1944 roku (http://cmentarze-zydowskie.pl/jedwabne.htm)

Można zatem przypuszczać, że teren, na którym znajduje się oznaczona mogiła był już przekopywany w 1944 r. podczas prac związanych z budową wspomnianych umocnień.

***

A tu fragment z tego co ustalił w tej sprawie Instytut Pamięci Narodowej.


Ze źródeł historycznych wynika, że Jedwabne zostało zdobyte w dniu 23
stycznia 1945 r. przez siły radzieckie ze składu 50 armii 2 Frontu Białoruskiego
działającego w toku operacji wiślańsko - odrzańskiej (Bolesław Dolata,
Wyzwolenie Polski 1944-1945, Warszawa, 1971, s.551). Świadek H. P.
potwierdziła, iż w tym czasie w okolicach miasta toczył się całodobowy bój.
Świadek T. B. zapamiętał, że walki trwały około 10 godzin lub dłużej. Niemcy
bronili się w okopach przed Rosjanami, którzy nacierali od strony Grądów i
Przestrzela. Wielu Niemców zginęło. Pod wieczór pozostali wycofali się. M. K.
zeznał, że po zakończeniu działań bojowych widział ciała zabitych żołnierzy
niemieckich w okopach znajdujących się w okolicy cmentarza żydowskiego oraz
okolicy miejsca, gdzie uprzednio stała spalona stodoła. Świadek zabrał stamtąd
porzucony karabin i amunicję
.

https://ipn.gov.pl/download/1/66087/SledztwowsprawiezaboojstwawJedwabnem.pdf


***

Dla zainteresowanych fragment rosyjskiej mapy obrazującej przebieg działań podczas Operacji Wschodniopruskiej w styczniu 1945 r.



Jedwabne zlokalizowane jest w tym "worku" wysuniętym na południe, a znajdującym się na wschód od Łomży.

Łomża po rosyjsku to Ломжа.

piątek, 10 marca 2017

Ostatnie dni fabryki


Tyle pozostało z 200 lat historii fabryki Zieleniewskiego w Krakowie. Jeszcze kilka dni i nawet te resztki znikną.