piątek, 4 czerwca 2021

A może rzucić to wszystko i wyjechać w... Gorce?

 Ponieważ nie mam co odsyłać pani Oldze Tokarczuk to pozostało mi tylko wysłać samego siebie gdzieś w plener. 


Wycieczka na Gorc marzyła mi się dawna.


A że pogoda wyśmienita to nie należało tych planów odkładać na później.


Nawet jeśli trzeba byłoby się trochę utrudzić na stromych ścieżkach. To warto...


Bo takie widoki... I takie ścieżki są tylko w Gorcach.


Dlatego jeśli ktoś chciałby odpocząć od polityki i spraw przyziemnych to polecam spakować plecak i ruszyć w Gorce. Tam niebo jest jakby bliżej i można jeszcze spotkać człowieka, z którym będzie nam po drodze.

czwartek, 21 stycznia 2021

Moda na "morsowanie"

Nie mam nic przeciwko miłośnikom ekstremalnej (jak dla mnie) zabawy, która polega na grupowych wypadach nad jakieś jeziorko w celu zaliczenia zimowej kąpieli. Jak ktoś chce wbiec do wody w stroju plażowym nie patrząc na temperaturę powietrza to jego sprawa... Jak byłem młodszy to takie wyczyny też nie były mi obce. :)

A wejście do wody, której temperatura jest wyższa niż powietrza ma swoje niewątpliwe wartości poznawcze... Zwłaszcza, gdy człowiek sobie zdaje sprawę, że ta przyjemność jest tylko na chwilę.

Niestety obecnie chyba coraz więcej ludzi utraciło coś co powinno być cechą naszego gatunku. Utracili instynkt, który odpowiadał za przetrwanie (instynkt samozachowawczy) oraz zdolność do prawidłowej oceny sytuacji i szans na przeżycie podjętego ryzyka.

No bo jeśli ktoś podejmuje próbę zimowego "zdobycia" Babiej Góry odziany tylko w szorty to znaczy, że... jest z nim źle. Jest źle i to jeszcze przed konieczną akcją ratunkową.

Nie wiem co tak ludzi nakręca... Ale obawiam się, że jest to jakaś moda, której źródeł należy szukać gdzieś mediach społecznościowych.

Dla chwili sławy w tych mediach niektórzy z nas są zdolni do podejmowania ryzyka, które jest czymś absurdalnym dla zdrowego człowieka. Absurdalne bo zdrowy człowiek potrafi ocenić kiedy przekracza się granicę, ze którą jest już tylko droga do samozniszczenia.

Niestety... Ewolucja naszego gatunku chyba zaczyna zmierzać w stronę jakiego ślepego zaułku...

A może jest to ogniwo łączące nas nie tyle z morsami co z pewnym gatunkiem gryzonia ze strefy polarnej.

Tak... Najwyraźniej współczesny człowiek zmierza w ewolucji swych zachowań drogą która upodabnia go do leminga.




Ps

Takich materiałów serwis YouTube nie blokuje:

Jak widać naśladowców nie brakuje.

 

czwartek, 13 lutego 2020

Z Zalesia-Wyrębisk na Polanę Stumorgową (Zima 2020)

Co można zrobić jak się ma dzień wolny w środku tygodnia? Zostać samemu w domu i przeglądać internety... Albo spakować narty i ruszyć na krótką trasę solo.

Wybrałem dzień na nartach a nie solówkę przed komputerem.

Już pierwszy rzut oka na okolice parkingu w Zalesiu - Wyrębiskach zapowiadał udany dzień na trasie narciarstwa biegowego pod Mogielicą.

Potem spojrzenie na mapę trasy....



... i w drogę.

Trasa super... Świeży śnieg i jest nawet założony ślad. Żadnych przetain, żadnych wystających kamieni.



Nic tylko się ruszać i podziwiać uroki zimy w Beskidzie Wyspowym.



I nawet nie zniechęca to, że w tę stronę większa część trasy to podbiegi, a w moim wypadku to mozolne wspinanie na nartach.



Po pokonaniu w ten sposób około 6 km (znaki przy trasie) dotarłem do rozwidlenia szlaków.



Tu odpiąłem narty i dalej z buta.



Aż dotarłem na Polanę Stumorgową.



I zacząłem się rozglądać. (Patrz film poniżej)



A było na co patrzeć. :)

Powiększ to może zobaczysz Tatry





Jak już się napatrzyłem, nawdychałem czystego powietrza i trochę posiliłem to... mogłem ruszyć w drogę powrotną. I to ze świadomością, że teraz będę raczej zjeżdżał niż się wspinał.

sobota, 1 lutego 2020

A jednak Wiosna?

Nie nie zwariowałem... Nie uległem wątpliwym wdziękom tęczowej lewicy. To krokusy zwariowały i postanowiły zakwitnąć w moim ogrodzie w samym środku kalendarzowej zimy.

czwartek, 8 sierpnia 2019

Spływ kajakowy rzeką Piaśnicą, czyli kajakiem do morza (Dębki 2019)

Jak się okazuje wakacje nad morzem nie muszą ograniczać się tylko do zalegania na plaży i zaliczania barów/smażalni.
Wypoczynek można urozmaicić sobie krótką ale niezwykle pasjonującą wyprawą kajakiem - rzeką Piaśnicą do Bałtyku.

Spływ rozpoczyna się na przystani przy uszkodzonej kładce.

rzeka Piaśnica początek spływu

Brzegi rzeki Piaśnicy są podmokłe i porośnięte trzciną ale ku mojemu zaskoczeniu nie dokuczały nam komary.


Ale ten widok jeszcze nie zapowiada tego co czeka nas za chwilę.



Robi się coraz bardziej dziko... Brzegi jakby walczyły z rzeką o prawo do zajmowanej przestrzeni. Miejscami wydaje się, że rzeka zupełnie zniknie w trzcinach. Piaśnica ma tu nurt wartki i jest głęboka, ale jej szerokość miejscami jest niewiele większa niż długość wioseł.



Jest baśniowo. Przyroda jednak ma lepsze pomysły niż by się nawet twórcom filmów fantasy wymyśliło.


Spokojne i szersze zakola rzeki Piaśnicy są chyba ulubionym miejscem łabędzi, które ze stoickim spokojem obserwują przepływających kajakarzy.


W pewnym momencie rzeka robi się zdecydowanie szersza, a gdzieś z oddali zaczyna być słyszalny szum morza.


Mijamy kładkę i wodowskaz...


... i tu ciekawostka. Rzeka Piaśnica w okresie międzywojennym była rzeką graniczną. To wzdłóż jej nurtu przebiegała wyznaczona traktatem wersalskim granica między Polską a Niemcami.

W pobliżu widocznej na zdjęciu kładki, na lewym (zachodnim) brzegu rzeki Piaśnicy znajdziemy obelisk będący repliką oryginalnego słupa granicznego.

replika słupa granicznego w Dębkach

Mijamy kładkę... Wypływamy z lasu i...

Kajakiem wpływamy na plażę.


Jeszcze kilka mocnych ruchów wiosłem i dopływamy do morza.

ujście Piaśnicy do Bałtyku

Podsumowanie

Spływ kajakiem rzeką Piaśnicą to dobry pomysł na to jak urozmaicić sobie pobyt nad morzem. Atrakcja jest dostępna właściwie dla wszystkich... Także dla rodzin z dziećmi. A nawet marudne dzieciaki nie powinny się nudzić podczas spływu.

sobota, 27 lipca 2019

Tanie piwo. Sposób na pozbycie się ślimaków (pomrowów) z ogródka

Ślimaki bezskorupowe (pomrowy) to prawdziwa zmora ogrodnika i działkowca. Nie dość,że ohydne to jeszcze potrafią w błyskawicznym tempie wykończyć młode uprawy. Potrafią jeść wszystko co zielone i właśnie wzeszło... Ogórki, sałata, młode krzaczki pomidorów... To wszystko może paść łupem tych oślizłych żarłoków.

Pozbycie się ślimaków (pomrowów) z grządek wydaje się czasem zadaniem niewykonalnym.
- Ręczne zbieranie wydaje się pracą Syzyfa bo zebranych najeźdźców zastępują równie liczne rzesze, równie żarłocznych ślimaków (pomrowów).
- Sypanie trucizny... Bez sensu... To co rozsypiesz wniknie też do gleby i roślin w niej zakorzenionych. I tak truciznę wprowadzisz sam w coś co potem będziesz jeść.
- Posypywanie solą... Działa na ślimaki. Owszem zdychają ale dla roślin sól też jest szkodliwa.

Na szczęście żarłoczność i brak umiaru jakim cechują cię te obślizłe potwory jest tym co pozwala na to by sposobem pozbyć się ślimaków (pomrowów) z przydomowego ogródka.

Sposób 1 - Wywabienie bez niszczenia ślimaków
Można w pobliżu ogródka wysypać kupkę resztek kuchennych w postaci liści kapusty, obierek itp. resztek roślinnych... Gnijące resztki działają na ślimaki jak wabik.
Znaczna część potworów porzuci warzywa i przeniesie się do paśnika oferującego bardziej aromatyczny pokarm.

Niestety sposób ten ma jedną zasadniczą wadę. Ślimaki (pomrowy) nadal będą w pobliżu. A dostarczanie im pokarmu może wręcz tylko polepszyć ich warunki do życia oraz rozmnażania.

Sposób 2 - ostateczny
Jak się okazuje ślimaki (pomrowy) to "nałogowi alkoholicy", a zapach piwa jest dla nich wyjątkowo silnym wabikiem. Najtańsze piwo, nawet bez gazu, takie już całkiem niepijalne wlane do słoika tworzy pułapkę, w której topią się ślimaki.
Ten, który wlazł do środka już nie wyjdzie.  A już po jednym dniu słoik może być pełen upitych i utopionych ślimaków.

Tylko co jakiś czas trzeba opróżniać słój i dolewać nową porcję wabika (piwa).



Jak widać alkohol odbiera "rozum" także ślimakom.

piątek, 26 lipca 2019

Publiczny "petting" i inne zboczenia dzikich Polaków

Polska to dziki kraj, a ludzie tu żyjący nadal wstydu nie mają.
Dzikusy nadal akceptują publiczne paradowanie za zboczeniem polegającym na uprawianiu w miejscach ogólnodostępnych różnych form "pettingu". I nie chodzi mi tu o publiczne drażnienie okolic szczególnie wrażliwych, a o zaśmiecanie przestrzeni publicznej petami.
Idziesz na plażę i chcesz się spokojnie nacieszyć słońcem, ciepłym piaskiem i tym co dyskretnie widać zza parawanów, a tymczasem już przy pierwszej próbie zalegnięcia na wygrzanym piasku dostrzegasz liczne ślady po palaczach, którzy wcześniej uprawiali w tym miejscu "petting".
Zgorszony porzucasz plażę i idziesz do najbliższej knajpki... Ale i tu na wejściu wita cię słoik pełen petów. Widok, który właściwie powinien odbierać apetyt najwyraźniej nie przeszkadza znacznej liczbie palących (i niepalących) dzikusów z kraju nad Wisłą.
Zaczynasz się zastanawiać na tym kim są ci dzicy swawolnicy od publicznego "pettingu" i ze zgorszeniem stwierdzasz, że to zboczenie szerzy się wśród wszystkich warstw społecznych już prawie IVej RP. Tak samo petują menele pod budką z piwem jak i korpoludki na schodach przed biurowcem oraz studenci na wygonie...
Jedziesz samochodem, a na twojej szybie nagle ląduje pet wyrzucony przez zboczeńca petujacego się w ciężarówce. Zajeżdżasz na parking by odetchnąć a tam witają cię kupki petów, które sobie tam postanowili wytrzepać z popielniczek właściciele służbowych lexusów, octavii i/lub fordów.

***
Najbardziej wyrafinowaną formą "pettingu" w PL jest "PETting" wysokogórski.
Polega on na zabieraniu ze sobą butelek z piciem i pozostawianiu nich na szlaku pustych.
Dzięki tej formie publicznego "PETtingu" tatrzańskie i bieszczadzkie szlaki zostały ubogacone plastikiem w formie bardzo różnorodnych opakowań PET.